Thursday, 10 July 2014

Tajemnica

To oczywiste, że nigdy nie zapomina się tego dnia. Powód jest przecież oczywisty - od tej chwili już zawsze będziecie razem, będziecie się wielbić i mieć siebie dość już do końca życia.
Na dole panował nieopanowany rozgardiasz. Rodzina rudzielców znana była z odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę i ten wieczór nie pozostawał wyjątkiem. Warto też wspomnieć o małej kuchennej katastrofie, kiedy to Krzywołap - mimo że nie był już kociątkiem - zatopił pyszczek w torcie weselnym, a chwilę później, szczęśliwie lub nie, uniknął trafienia mokrą ścierką Molly Weasley.
Białe obcasy podreptały przez pokój, a drzwi zamknęły się z cichym skrzypieniem, uwalniając i tak już rozgrzaną głowę od hałasu.
Dziewczyna wskoczyła na łóżko, rozprostowała nogi i zaczęła nerwowo gnieść materiał sukienki.
To nic nadzwyczajnego, każdy się w tym momencie denerwuje, nawet mimo wizji, jaką ma przed sobą.
Zastukała obcasami. Ktoś zapukał do drzwi.
- 'Ermiono? - zaświergotała Fleur, zaglądając do pokoju. Włosy splotła w luźny srebrzysty warkocz. - Mama mówi, że już czas schodzici.
Jak czas, to czas. Słodkie oczekiwanie przestałoby być tak przyjemne, gdyby trwało w nieskończoność.
Gdy tylko weszła do ogrodu, zachwyciła się jego prostym pięknem. Był zapuszczony i dziki jak zwykle, wszędzie porozstawiano proste krzesełka, pomiędzy którymi unosiły się w powietrzu małe lampiony. Wokół nie było ani jednego gnoma.
Goście weselni powstawali ze swoich miejsc, gdy panna młoda zmierzała powoli w stronę mistrz ceremonii - niektórzy uśmiechali się serdecznie, inni głośno wydmuchiwali nosy.
Zastanawiała się, czy czułaby się teraz inaczej, gdyby to jej ojciec, nie Harry, szedł teraz obok niej, a raczej - gdyby jej zaklęcie zapomnienia nie okazało się zbyt silne.
Prawie nie zauważyła, gdy mistrz ceremonii rozpoczął przemowę. Rozejrzała się po twarzach gości, mimowolnie szukając tej jedynej, co do której była pewna, że jej tu nie zobaczy.

- Naprawdę myślisz, że to dobre rozwiązanie?
Pod pozorem zrobienia porządku z ostatnimi zabłąkanymi gnomami, Hermiona wczesnym rankiem wymknęła się do ogrodu.
Gdy tylko otworzyła zaklęciem furtkę, znikąd zmaterializowała się chuda postać w niedopasowanym mugolskim ubraniu.
- Wiesz, że to najlepsze... to jedyne wyjście - powiedział przybysz, obejmując dziewczynę na powitanie. - Chociaż nadal nie mogę uwierzyć, że się na to zgodziłaś... panna Granger, chodząca uczciwość - uśmiechnął się z przekąsem, delikatnie chwytając jej twarz w dłonie.
- Och, przestań - odwróciła się na pięcie, chociaż wcale nie była zła. Założyła ręce na piersi i utkwiła wzrok w grządce z dyniami. - Rozumiem wszystko. Po prostu... boję się - chciała powiedzieć coś innego, ale czuła niebezpieczny ścisk w gardle.
Poczuła jego dłoń na swoim ramieniu. Dotknęła jej swoją i delikatnie oparła się o niego plecami.
- Mam na to radę. Wyobraź sobie reakcję mojego ojca, twoich przyjaciół i wszys...
- Też mi coś. Zniosłam już zdecydowanie więcej, niż wytykanie palcami. Może ty tak naprawdę - pacnęła go lekko w ramię - po prostu się mnie wstydzisz? Nie jestem ciebie warta?
Złapał ją mocno i odwrócił tak, że aż stuknęli się nosami.
- Przecież wiesz, że to nieprawda - zauważył, że dziewczyna unika jego wzroku. - Spójrz na mnie. Nie jestem... 
- Wiem - przerwała mu. - I nigdy nie byłeś draniem. Nie całkowicie - przemogła się, by na niego spojrzeć, a na jej twarzy zagościł lekki uśmiech. - Jak mnie przed chwilą nazwałeś? Ach tak, "chodzący rozsądek". Zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest szalone... że po raz pierwszy mój ciasny umysł puścił wodze fantazji - zrobiła dziwną minę. - Ale, na miłość boską, jak to się wyda...! - zamknęła na moment oczy. Może właśnie tego pragnęła?
- Chciałabyś, żebyśmy pozostali wariatami - wypowiedział na głos jej myśli. Odgarnął kosmyk włosów z jej policzka.
- Nie wiem.
Nagle od strony domu rozległo się wołanie:
- Hermiono! - widocznie pani Weasley uważała, że jej przyszła synowa powinna raczej zająć się przygotowywaniem idealnej fryzury, niż kręceniem gnomami nad głową kilka godzin przed ślubem.
Oboje spojrzeli ze strachem na Norę. Przybysz jeszcze raz ujął kochaną twarz w dłonie i wyszeptał gorączkowo:
- Hermiono, proszę... wiesz, że nie jestem egoistą i mnie też jest cholernie ciężko... te dziwne wypadki, zniknięcia... jakiś świr rozpaczający po Voldemorcie może lada chwila zjawić się w moim domu. Nie mogę cię narażać, zabierać ci możliwości...
- Czego? - szepnęła, teraz już patrząc mu prosto w oczy. - Bycia szczęśliwą? 
Dotknął lekko jej brzucha.
- Będziecie szczęśliwi...
- Hermiono! - zawołała znów Molly.
- Już idę! - odkrzyknęła, wciąż patrząc na Draco. 
- Kocham cię - powiedział, po czym delikatnie wyszarpnął swój nadgarstek z jej uścisku i zniknął z cichym pyknięciem.

- Ja ciebie też.
Zarówno Ron jak i mistrz ceremonii uznali jej słowa za "tak, chcę". Rozległy się oklaski, a Ron złapał Hermionę w pasie i pocałował.
Podczas zabawy weselnej, kiedy przysiadła na chwilę, by rozmasować odciski na stopach, zdawało jej się, że zauważyła jakiś ruch, niewyraźny kształt majaczący w pobliżu furtki. Najmądrzejsza czarownica na swoim roczniku z pewnością potrafiła rozpoznać Zaklęcie Kameleona.
Nie umiała określić tego, jak się w tej chwili czuła. Myśli wirowały jej w głowie.
- Dobrze się czujesz? - aż podskoczyła na dźwięk głosu Artura. Szybko spojrzała na teścia.
- Ja... tak... zamyśliłam się - przywołała na twarz uśmiech i dała się z powrotem wprowadzić pomiędzy tańczących. Jeszcze raz szybko spojrzała przez ramię w stronę furtki, ale z tej odległości nie mogła już nic zobaczyć.
*
- Jest śliczna, prawda? - szczebiotała Ginny, delikatnie biorąc na ręce maleńką Rose. - Wykapana mamusia - bratowa uśmiechnęła się do Hermiony, a ta skinęła tylko lekko głową, nadal zmęczona porodem. - Tylko ten nosek... zupełnie niepodobny do niczyjego! - zachichotała.
Masz trochę racji, pomyślała świeżo upieczona mama, podpierając się na łokciu.
- Naprawdę, Hermiono, jesteś niesamowita... dałaś radę urodzić całkiem sama. Że też małej zaczęło się spieszyć akurat wtedy, gdy nie było u was nikogo!
Hermiona natomiast dziękowała za ten fakt niebiosom. Ostatkiem sił chwyciła wtedy za różdżkę i drżącą ręką sprawiła, że Rose ze słodkiej blondynki stała się słodkim rudzielcem. 
*
- Ale za bardzo się z nimi nie zaprzyjaźniaj, Rose - powiedział Ron, wskazując na Draco Malfoya z synem, kiedy dziewczynka miała po raz pierwszy wsiąść do Ekspresu Hogwart. - Dziadek Weasley nigdy by ci nie wybaczył, gdybyś wyszła za mąż za czarodzieja czystej krwi.
Hermiona, zmieszana, nagle natrafiła na spojrzenie Draco - nie widzieli się od jedenastu lat. Po chwili uczniowie zaczęli wsypywać się do pociągu i straciła mężczyznę z oczu.
- Będzie dobrze - Ron poklepał ją po ramieniu uznając, że dziwny wyraz twarzy jego żony spowodowany jest wyłącznie troską o córkę.
Hermiona wiedziała, że nie ma zbyt wielkich powodów do obaw - Rose była silną i odpowiedzialną dziewczynką.
Być może przyszłą Ślizgonką - kto wie?
-
Cześć, jestem Kat B, ja i moja pierwsza miniaturka na tym blogu witamy się z Wami milutko.